„Choroby serca a COVID-19 – czy zagrożenie rośnie?” – to pytanie każdego dnia zadaje sobie rzesza osób cierpiących na choroby lub wady serca. Nie bez przyczyny – schorzenia układu krążenia to największy „zabójca” Polaków, wyprzedzający pod tym względem nowotwory.

Niewydolność serca a koronawirus

Problemy z sercem mogą przyjmować różne oblicza. Jednym z najważniejszych jest niewydolność serca, na którą cierpi wielu Polaków – rocznie schorzenie to dotyka ponad 1,2 mln osób. Niewydolność serca jest końcowym etapem wielu chorób krążenia. Uszkodzone serce nie jest w stanie w stanie prawidłowo pompować krwi, a organizm nie dostaje odpowiedniej ilości tlenu.

Takie uszkodzenie może wystąpić m.in. u osób po przebytym zawale, po długotrwałym nieleczonym nadciśnieniu tętniczym, z wrodzonymi i nabytymi wadami. Chory szybko się męczy, a w zaawansowanym stadium choroby do duszności dochodzi nawet w stanie spoczynku. Dlatego według ekspertów pacjenci z niewydolnością serca stanowią grupę największego ryzyka w kontekście zachorowania na COVID-19 ze śmiertelnością sięgająca aż 10,5% na 100 zbadanych przypadków.

Koronawirus a choroby układu sercowego

Problem dotyczący chorób układu sercowego i zakażenia koronawirusem wynika przede wszystkim z nadmiernego obciążenia organizmu, jeśli obie te przypadłości występują równocześnie. Nawet osoby z lekkim bólem serca (lekkie choroby serca) powinny zachować szczególną ostrożność i minimalizować ryzyko zakażenia. Im poważniejsze schorzenia serca, tym szkody po zakażeniu patogenem mogą być większe. Na przykład koronawirus po zawale serca to niezwykle niebezpieczna sytuacja. Oprócz osłabienia głównej pompy zaopatrującej organizm w tlen, stan po zawale serca charakteryzuje się też ogólnym osłabieniem organizmu, co jak wiadomo nie sprzyja bezproblemowemu przejściu przez COVID-19.

Kołatanie serca i duszności – czynniki zagrożenia

Główne zaburzenia wywoływane przez koronawirusa dotyczą funkcji płuc, jednak może on też oddziaływać na serce. Konieczność intensywniejszej pracy w celu rozprowadzenia dotlenionej krwi w całym organizmie powoduje zaostrzenie dolegliwości m.in. u osób z niewydolnością serca. Duszności i szybkie bicie serca, brak tchu, stałe zmęczenie to główne objawy tego stanu.

Według badań, niemal połowa osób z niewydolnością serca cierpi też na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), która pogłębia duszność. Weźmy też pod uwagę, że np. kaszel w chorobach serca również występuje – jego pojawienie się podczas zakażenia może być skutkiem COVID-19, ale równie dobrze już istniejącej a jeszcze niewykrytej choroby serca.

Koronawirus uszkadza serce

Nie ma wątpliwości, że choroby sercowo-naczyniowe są dodatkowym obciążeniem przy infekcji wywołanej przez koronawirusa. Gdy pacjent ma uszkodzone serce, gorzej funkcjonuje układ krążenia. Każda infekcja jest niebezpieczna, również infekcja SARS-CoV-2. Jeżeli dojdzie do zachorowania, ryzyko powikłań rośnie. Z tego względu szczególnie istotna jest diagnostyka niewydolności serca, pozwalająca odpowiednio podejść do stanu podwyższonego zagrożenia.

Lekarze ostrzegają, że podobnie jak wiele innych wirusów wywołujących choroby układu oddechowego, COVID-19 może także uszkadzać serce zdrowego człowieka. Dlatego nikt, nawet młodzi ludzie, nie powinien bagatelizować ryzyka zakażenia.